Hej dziś znowu post o Krainie Lodu, ale ja nie zwlekam i piszę :) Zaczynam:

Opis:
Księżniczka
Elza urodziła się z pewnym wyjątkowym darem: potrafi władać mrozem. Tak jej się przynajmniej wydaje, bo pewnego dnia
podczas zabawy moc wymyka się spod kontroli i krzywdzi jej młodszą siostrę Annę. Dziewczynkę udaje się uratować, jednak z jej wspomnień zostają usunięte wszystkie wspomnienia o magii. Od tej
pory Elza musi żyć w
odosobnieniu, by nauczyć się kontrolować swój dar. Nie jest to jednak łatwe. Kiedy
podczas koronacji w napadzie złości jej
magia ponownie wymyka się spod kontroli, tajemnica zostaje
ujawniona a królowa ucieka w góry. Jej magia zdążyła jednak zamrozić całe
królestwo, którego jedyną szansą na
ocalenie jest odnalezienie królowej i cofnięcie czaru.
Anna wyrusza na poszukiwanie siostry. Odnajdzie jednak o wiele więcej…
Opinie były różne… Nie mogłam przejść jednak obojętnie obok
faktu, że za „Krainę lodu” odpowiedzialni
są twórcy „Zaplątanych”,
których uwielbiam. Zdecydowałam sama sprawdzić, co i jak i
wybrałam się do kina by samodzielnie wydać osąd. Już teraz mogę powiedzieć,
że wcale nie będzie surowy.
Na początku może trochę pomarudzę. NIENAWIDZĘ, kiedy w
bajkach postacie śpiewają! Dosłownie tego nie cierpię i nie cierpiałam już
jako dziecko. Te sceny, kiedy akcja nagle przestaje się dziać, bo bohater musi
nagle pobiegać po łące i odśpiewać jakieś trele wnerwia mnie niezmiennie od lat.
Niestety śpiewania było tu dużo… Za dużo moim skromnym zdaniem. I nie były
to piosenki pokroju „Zing song”(Link dla tych co jeszcze nie słyszeli) z „HoteluTransylwania”. O nie, to były typowe piosenki a’la musical,
w dodatku to stereotypowe bieganie po łące też się przytrafiło… I choć były
ładne i ogólnie cacy to w sumie podobała mi się tylko jedna, śpiewana przez trolle,
bo była zwyczajnie śmieszna. Dużo lepiej byłoby w moim odczuciu zastąpić to
całe śpiewanie paroma zgrabnie złożonymi, śmiesznymi zdaniami. No cóż, bajka
była jednak skierowana do maluchów (których była pełna sala) i nie narzekały,
wręcz przeciwnie, więc nie dla wszystkich śpiewanie będzie minusem.

To, co zachwyca widza już od pierwszej minuty, to
wspaniałe efekty 3D. Czytałam o tym w kilku recenzjach, więc sama mogę
tylko przyklasnąć słowom, że płatki śniegu były fantastyczne, wręcz hipnotyczne.
Dzieciaki w kinie miały ubaw usiłując je złapać, a ja wciąż nie mogłam nadziwić
się zachowaniu rodziców, którzy kazali im siadać i grzecznie oglądać. Chyba o
to chodzi w 3D żeby maluchom trochę uatrakcyjnić seans. Poprawcie mnie, jeśli się
mylę. Szkoda tylko, że na śnieżynkach efekty 3D się skończyły… Może było
tam coś jeszcze, ale było tak słabe, że tego nie pamiętam. Więc z plusa bardzo
płynnie przeszliśmy na minus. A szkoda.
Co do fabuły, jest dosyć typowa. Mamy magiczną moc, która wymyka
się spod kontroli, dwie siostry, które straciły dobry kontakt, mały trójkąt
miłosny, (niejednego) przystojniaka, który (oczywiście) odegra bardzo ważną
rolę w życiu bohaterki i miłość, która naprawi całe zło. Sprawdzony schemat
bajki i w sumie nie ma, co udziwniać, bo i po co skoro wszystkim się on podoba.
Co ciekawe, choć w królestwie dzieją się dziwne i złe rzeczy, to jako
takiego czarnego charakteru nie ma. Może inaczej, jest ale dosyć późno
dowiadujemy się który z bohaterów jest „nie ten tego” jak to się mówi ;)
A teraz najważniejsze: skala śmieszności. Wbrew pozorom
podchodzę do tej kwestii śmiertelnie poważnie, bo nawet najpiękniejszą bajkę
ocenię na zero bezwzględne, jeśli nie wytworzy na mojej mordce uśmiechu.
Przyznam, że po dość drętwym początku, pełnym wycia do księżyca, byłam, bardzo
sceptycznie nastawiona. Aż tu nagle bohaterka dorosła i okazało się, że jest
absolutnie przekomiczna! Anna, bałwan Olaf, renifer Sven, to najśmieszniejsze
postacie. No i niezapomniana scena w sklepie… Ale to zobaczcie już sami! Pękniecie
ze śmiechu. W mojej Absurdalnej
skali śmieszności oceniam wysoko, bo aż na 8/10! Jak na mnie to
niemal 10 ;)
Nadszedł czas podsumowania. Choć dzieckiem nie jestem już od
dawna, to do bajek mam niezmienną słabość. Tej też nie potrafiłam odmówić,
po fenomenalnym zwiastunie, który totalnie mnie powalił. I choć sceny ze zwiastuna
próżno w filmie szukać, to i reszta historii okazała się bardzo zabawna i
przyjazna w odbiorze. Przyjazna to chyba najlepsze określenie tej historii.
Wszystko jest tam strasznie ładne i milutkie: piękny, bajkowy świat, niezwykła
magia, uroczy bohaterowie i zabawne sytuacje. Mi się podobało, i choć
polecałabym bakę raczej dla maluchów, to i starsi znajdą w niej coś, a może
nawet trochę więcej niż „coś” dla siebie. Polecam.
Ocena:
8/10
Zrobiło się trochę filmowo, ale obiecuję, że już wkrótce powrócą recenzje książek. Może z drobną przerwą na "Grę Endera" ale tego z kolei obiecać nie mogę :P
Ja już kończę i się żegnam BYE BYE iiiii...
POZDROWIONKA :*



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz