Kursory myszki

poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Kraina lodu"- Walt Disney Pictures

Hej dziś znowu post o Krainie Lodu, ale ja nie zwlekam i piszę :) Zaczynam:




Opis:

Księżniczka Elza urodziła się z pewnym wyjątkowym darem: potrafi władać mrozem. Tak jej się przynajmniej wydaje, bo pewnego dnia podczas zabawy moc wymyka się spod kontroli i krzywdzi jej młodszą siostrę Annę. Dziewczynkę udaje się uratować, jednak z jej wspomnień zostają usunięte wszystkie wspomnienia o magii. Od tej pory Elza musi żyć w odosobnieniu, by nauczyć się kontrolować swój dar. Nie jest to jednak łatwe. Kiedy podczas koronacji w napadzie złości jej magia ponownie wymyka się spod kontroli, tajemnica zostaje ujawniona a królowa ucieka w góry. Jej magia zdążyła jednak zamrozić całe królestwo, którego jedyną szansą na ocalenie jest odnalezienie królowej i cofnięcie czaru. Anna wyrusza na poszukiwanie siostry. Odnajdzie jednak o wiele więcej…



Opinie były różne… Nie mogłam przejść jednak obojętnie obok faktu, że za „Krainę lodu” odpowiedzialni są twórcy „Zaplątanych”, których uwielbiam. Zdecydowałam sama sprawdzić, co i jak i wybrałam się do kina by samodzielnie wydać osąd. Już teraz mogę powiedzieć, że wcale nie będzie surowy.
Na początku może trochę pomarudzę. NIENAWIDZĘ, kiedy w bajkach postacie śpiewają! Dosłownie tego nie cierpię i nie cierpiałam już jako dziecko. Te sceny, kiedy akcja nagle przestaje się dziać, bo bohater musi nagle pobiegać po łące i odśpiewać jakieś trele wnerwia mnie niezmiennie od lat. Niestety śpiewania było tu dużo… Za dużo moim skromnym zdaniem. I nie były to piosenki pokroju „Zing song”(Link dla tych co jeszcze nie słyszeli) z „HoteluTransylwania”. O nie, to były typowe piosenki a’la musical, w dodatku to stereotypowe bieganie po łące też się przytrafiło… I choć były ładne i ogólnie cacy to w sumie podobała mi się tylko jedna, śpiewana przez trolle, bo była zwyczajnie śmieszna. Dużo lepiej byłoby w moim odczuciu zastąpić to całe śpiewanie paroma zgrabnie złożonymi, śmiesznymi zdaniami. No cóż, bajka była jednak skierowana do maluchów (których była pełna sala) i nie narzekały, wręcz przeciwnie, więc nie dla wszystkich śpiewanie będzie minusem.




To, co zachwyca widza już od pierwszej minuty, to wspaniałe efekty 3D. Czytałam o tym w kilku recenzjach, więc sama mogę tylko przyklasnąć słowom, że płatki śniegu były fantastyczne, wręcz hipnotyczne. Dzieciaki w kinie miały ubaw usiłując je złapać, a ja wciąż nie mogłam nadziwić się zachowaniu rodziców, którzy kazali im siadać i grzecznie oglądać. Chyba o to chodzi w 3D żeby maluchom trochę uatrakcyjnić seans. Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Szkoda tylko, że na śnieżynkach efekty 3D się skończyły… Może było tam coś jeszcze, ale było tak słabe, że tego nie pamiętam. Więc z plusa bardzo płynnie przeszliśmy na minus. A szkoda.
  



Co do fabuły, jest dosyć typowa. Mamy magiczną moc, która wymyka się spod kontroli, dwie siostry, które straciły dobry kontakt, mały trójkąt miłosny, (niejednego) przystojniaka, który (oczywiście) odegra bardzo ważną rolę w życiu bohaterki i miłość, która naprawi całe zło. Sprawdzony schemat bajki i w sumie nie ma, co udziwniać, bo i po co skoro wszystkim się on podoba. Co ciekawe, choć w królestwie dzieją się dziwne i złe rzeczy, to jako takiego czarnego charakteru nie ma. Może inaczej, jest ale dosyć późno dowiadujemy się który z bohaterów jest „nie ten tego” jak to się mówi ;)



A teraz najważniejsze: skala śmieszności. Wbrew pozorom podchodzę do tej kwestii śmiertelnie poważnie, bo nawet najpiękniejszą bajkę ocenię na zero bezwzględne, jeśli nie wytworzy na mojej mordce uśmiechu. Przyznam, że po dość drętwym początku, pełnym wycia do księżyca, byłam, bardzo sceptycznie nastawiona. Aż tu nagle bohaterka dorosła i okazało się, że jest absolutnie przekomiczna! Anna, bałwan Olaf, renifer Sven, to najśmieszniejsze postacie. No i niezapomniana scena w sklepie… Ale to zobaczcie już sami! Pękniecie ze śmiechu. W mojej Absurdalnej skali śmieszności oceniam wysoko, bo aż na 8/10! Jak na mnie to niemal 10 ;)



Nadszedł czas podsumowania. Choć dzieckiem nie jestem już od dawna, to do bajek mam niezmienną słabość. Tej też nie potrafiłam odmówić, po fenomenalnym zwiastunie, który totalnie mnie powalił. I choć sceny ze zwiastuna próżno w filmie szukać, to i reszta historii okazała się bardzo zabawna i przyjazna w odbiorze. Przyjazna to chyba najlepsze określenie tej historii. Wszystko jest tam strasznie ładne i milutkie: piękny, bajkowy świat, niezwykła magia, uroczy bohaterowie i zabawne sytuacje. Mi się podobało, i choć polecałabym bakę raczej dla maluchów, to i starsi znajdą w niej coś, a może nawet trochę więcej niż „coś” dla siebie. Polecam.

Ocena:

8/10


Zrobiło się trochę filmowo, ale obiecuję, że już wkrótce powrócą recenzje książek. Może z drobną przerwą na "Grę Endera" ale tego z kolei obiecać nie mogę :P
Ja już kończę i się żegnam BYE BYE iiiii...
 
POZDROWIONKA :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz